XXV. Eric

- Mogę o coś spytać? – Pyta młody, gapiąc się w talerz i grzebiąc widelcem w ryżu. Od rana jest jakiś dziwny, jakby zmieszany, zagubiony. Nie wiem, może nadal męczy go ból głowy…
- Jasne. – Rzucam z uśmiechem.
- Czy pan… Czy my… To jest na poważnie? – Wypuszcza głośno powietrze ustami.
- Co?
- Czy my jesteśmy razem? – Pyta. Nie wiem co powiedzieć. Patrzę w skupieniu w jego zielone oczy, oblizuję usta. Wiedziałem już wcześniej, że dzieciak się angażuje, ale nie chcę go zranić.
- Nie wiem… Nie wiem, co powiedzieć. – Wyłamuję palce, wpatrując się w stół. Czuję na sobie wzrok Jacka.
- Jeżeli nie chcesz i po prostu… Nie ma… Nie wiem, jak to ubrać w słowa…. Jeśli cię nie interesuję, nie chcesz nic próbować, to powiedz. Nie jestem desperatem i stalkerem. Jeśli odmówisz nie będę cię prześladował i podrzucał anonimów. Nie rzucę się z tego powodu z dachu. – Mówi. Chyba mu nie wierzę. I w jakiś dziwny, irracjonalny sposób zależy mi na jego szczęściu.
- Ja… Nie wiem. Daj spokój. – Powtarzam. Wzdycham głośno. Dzieciak cały czas się na mnie gapi, przenikliwym spojrzeniem zielonych oczu.
- Możemy… Możemy spróbować, naprawdę, ale… Dla mnie to… – Plączę się. Nie wiem jak mam ubrać w słowa to, co czuję. W sumie nawet nie wiem, co czuję…
- Nie traktujesz tego poważnie? Nie traktujesz mnie serio? – Pyta. Przecież nie przyznam mu racji.
- Możemy porozmawiać o tym kiedy indziej? – Odpowiadam pytaniem na pytanie.
- A list?
- Jaki list? – Marszczę brwi.
- Ten w żółtej kopercie. Od kogo był?
- To było ze sto lat temu! Nie mam pojęcia.- Kręcę głową.
- Przecież wczoraj na ten adres przyszedł dokładnie taki sam. Znalazłem go w kuchni.
- Grzebiesz mi w rzeczach? – Potrząsam z niedowierzaniem głową. Nie chodzi nawet o ten list, ale o sam fakt zaglądania do korespondencji.
- Leżał na wierzchu, wyglądał identycznie… Kto go przysłał?
- Skąd mam to wiedzieć?
- Ktoś musi wiedzieć!
- Chyba tylko ten, kto je rozsyła. – Rzucam. Gówniarz zaczyna mnie irytować. Nieustannie szuka problemu. Zabieram talerze, zgarniam resztki do kosza na śmieci.
- Porozmawiaj ze mną. – Jack mówi stanowczo, niemal mi rozkazuje, staje obok mnie.
- O czym?
- Nie wiem. Otwórz się jakoś, zdradź co czujesz. Nawet nie wiesz, jak strasznie się czuję ze świadomością, że ktoś, kogo kocham, ma mnie kompletnie gdzieś. – Jęczy rozpaczliwie. Zakręcam wodę.
- Co powiedziałeś?
- Co?
- Powtórz. – Staję naprzeciw niego.
- Że jestem nieszczęśliwy i czuję się odrzucony. – Mówi. Wpatruję się w jego oczy.
- Nie o to chodzi. – Odpowiadam i kręcę powoli głową. Młody zagryza wargę.
- Że… Że cię kocham?