XXVII. Jack

- Pogodziłeś się? – Pyta Eric, zamykając za nami drzwi mieszkania, po powrocie z miasta.
- Z czym?
- Ze sobą? – Przechyla głowę.
- Jestem ze sobą pogodzony. – Rzucam i idę w głąb mieszkania. Nadal nie umiem z nim do końca normalnie rozmawiać. Boli mnie to, że nie traktuje mnie serio. Jak zwykle lokuję się na kanapie, sięgam po podręcznik.
- Hej! Wyciągam cię do miasta, a ty wracasz i się uczysz, jak gdyby nigdy nic? A wrażenia? Emocje? Ekscytacja? – Eric staje nade mną. Podnoszę wzrok.
- Nie jestem podekscytowany.
- Ale mógłbyś chociaż być wdzięczny.
- Dziękuję. – Oświadczam i wracam do geografii. Siada obok mnie. Nie chce mi dać spokoju…
- Przestań się czaić i uciekać. – Prosi.
- Robię to przez całe życie. – Kartkuję książkę.
- Co?
- Uciekam.
- Pora przestać. – Oświadcza. Łatwo powiedzieć. Nigdy nie wyzbędę się przerażenia.
- Chciałem się pouczyć przed snem. – Mówię nieśmiało. Eric przygląda mi się w skupieniu, jak jastrząb obserwujący swoją ofiarę.
- Nie chcę o tym gadać. Wystarczająco dużo o sobie mówiłem. – Kręcę głową.
- Spójrz na mnie.
- Odczep się ode mnie. – Proszę. Nie mam ochoty z nim gadać, przestałem mu do końca ufać i trochę się go boję. Obejmuje mnie ramieniem, przysuwa do siebie. Nie odwracam się w jego stronę, ale czuję jego oddech na policzku. Ciepły i drżący. Łaskocze. Muska ustami moją skórę. Znów wysyła sprzeczne sygnały. Chce, żebym zupełnie zwariował, a ja mam tego dość. Zaciskam powieki. Podręcznik spada mi z kolan. Eric ostrożnie obsypuje drobnymi, delikatnymi pocałunkami moją szczękę, a potem wskazującym palcem odwraca moją twarz w swoją stronę.
- Spójrz na mnie. – Powtarza. Otwieram oczy.
- Nie jesteś pogodzony ze sobą. – Stwierdza stanowczo. Patrzę w jego ciemne, nieprzeniknione oczy. Tak bardzo miesza mi w głowie! Jestem zmęczony. Próbuję uciec, ale zatrzymuje mnie spojrzeniem.
- Ja… Potrzebuję czasu. I… Boli mnie głowa. Możemy skończyć przesłuchanie? – Pytam. Wygląda na urażonego. Wstaje i odchodzi, nic już więcej nie mówiąc. Zwijam się w kłębek i choć jestem zmęczony, a głowa mi pęka, sen wcale nie nadchodzi. Mam gdzieś jego psychologiczne gierki…

2 myśli nt. „XXVII. Jack

  1. ~Cornoctis

    Jack ciągle ucieka, a Eric go goni, chociaż sam nie wie, czy tego chce… No ciekawe, jak skończy się ta zabawa w ganianego…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>