XXVII. Victor

Wiosna zapanowała nad światem na całego, a ja kompletnie nie widzę sensu w niczym. Siedzę na małej, jasnej kanapie w gabinecie pani psycholog. Wydałem na tę wizytę wszystkie pieniądze, ale nadal podejrzewam, że to jest bezcelowe. Podświadomie liczyłem tylko, że ona jakoś, układając moje życie, pomoże mi wyjść na prostą.
- Masz poczucie niedopasowania do świata? Zależy ci na ludziach? – Pyta. Nie wiem. Czuję się nieswojo. Podkulam nogi, zwijając się w kłębek.
- Nie mam pojęcia. – Szepczę. Na moment zapada cisza. Babka coś notuje.
- Ktoś stawiał ci wysokie wymagania?
- Nie wiem. – Mamroczę. Zasypuje mnie gradem pytań. Spokojnie i z ciepłym uśmiechem, ale magluje, a ja kręcę głową i wzruszam ramionami. Nie chcę o tym gadać. Nie potrafię się zwierzać obcej kobiecie. Do wielu rzeczy trudno mi się przyznać przed samym sobą…
- Czy ktoś cię skrzywdził Victorze? Wróćmy do czasów twojego dzieciństwa. – Poprawia palcem wskazującym okulary.
- Nikt mnie nie zgwałcił ani nic z tych rzeczy. – Potrząsam głową, patrzę na nią, jak na wiariatkę. Jej błękitne oczy są nieodgadnione.
- Ale czujesz się duchowo zraniony? – Obraca w palcach czerwony długopis. Czuję się nieswojo. Wiem, że nie wypytuje o intymne szczegóły, a ja nie muszę jej nic mówić, ale i tak jest mi źle. Marnuję czas i jestem zmęczony. Ta baba to jakiś holerny hitlerowiec.
- Nie wiem. Nic nie wiem. – Szepczę. Tracę czas i pieniądze. Denerwuje mnie. Wstaję. Gapi się na mnie wielkimi oczami. Wpatruję się przez chwilę w jej zaskoczoną twarz, potem w wiszący na środku ściany dyplom. Przytwierdziła go tuż nad swoją głową. Kieruję się do wyjścia.
- Wie pani co? Jest pani tak samo durna, jak wszyscy. Gówno pani o mnie wie, zadaje pani mi durne, bezcelowe pytania, a ten pieprzony dyplom dostała pani pewnie tylko dlatego, że dała się pani puknąć jakiemuś innemu idiocie, udającemu psychologa. Tak! Jak pani tak bardzo zależy, to może mnie pani oskarżyć o zniesławienie, ale mogę zagwarantować, że urządzę tam taki cyrk, że już nikt się do pani nie zgłosi na terapię, a pani sama trafi do pokoju bez klamek, gdzie będzie pani mogła brylować w otoczeniu innych ludzi, którzy nie mają za grosz rozumu! – Oświadczam, stojąc w drzwiach. Kobieta jest w szoku, ale chyba wydaje jej się, że świruje, żeby ją złamać i traktuje to jak element terapii. Mam wrażenie, że zaraz zupełnie wybuchnę i zacznę rzucać czym popadnie, więc tylko zaciskam pięści i szczęki i wychodzę, trzaskając drzwiami.

2 myśli nt. „XXVII. Victor

  1. ~Kunoichi

    Myślę, że Victor ma problem :D Ten wybuch agresji… kiedyś musiało do tego dojść. Na pewno potrzebuje terapii, ale nie takiej. Też mnie wnerwiają takie GŁUPIE PYTANIA, więc go rozumiem. On potrzebuje jakiejś szokowej.

    Odpowiedz
  2. ~Cornoctis

    No i Vic znowu pokazał pazurki. Biedna pani psycholog, teraz ona będzie potrzebowała specjalisty XD
    W każdym razie czekam, aż Victor się komuś zwierzy, zaufa na tyle, by podzielić się swoimi problemami.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>