XXVIII. Jack (Część I)

- Jest pan ubezpieczony? – Lekarz siedzi naprzeciw mnie, przesuwa mój dowód osobisty w moją stronę i wertuje stos medycznej dokumentacji. Kręcę głową. Boję się diagnozy. Bałem się już pobierania krwi i tomografii… Wiem, że to pewnie coś przerażającego.
- Nie chodzę do szkoły i nie pracuję… – Szepczę. Facet w kitlu coś notuje.
- Co mi jest? – Jęczę cichutko.
- Zrobiliśmy…
- Co mi jest? – Powtarzam. Chcę wiedzieć… Lekarz patrzy mi w oczy, zaczyna wyjaśniać.
- Wykryliśmy zmianę nowotworową w prawej półkuli pana mózgu… – Pokazuje mi coś na zdjęciu. Odruchowo unoszę rękę do głowy.
-… jest jak najbardziej operacyjny i niezłośliwy, ale może zacząć… – Facet dalej gada, ale docierają do mnie tylko pojedyncze słowa. Mam raka. Umrę… Jak nic. Oddycham głęboko.
- Proszę się uspokoić. Musimy pana hospitalizować, za tydzień odbyłaby się operacja. Nie ma sensu zwlekać. Powikłania są możliwe… Może pan nie pamiętać niektórych osób… – Słyszę tylko urywki zdań. Jak pojedyncze klatki z filmu…
- Mogę stać się kompletnie upośledzony? – Wchodzę mu w słowo. Nadal to wszystko nie do końca do mnie dociera. W drzwiach pojawia się wysoka, czarnowłosa kobieta.
- To doktor Dawn. Pomoże panu to wszystko sobie ułożyć. Może pan z nią porozmawiać na każdy temat. – Uśmiecha się lekarz. No nie… Jeszcze mi tu psychiatrę ściągają. Lekarz mówi powoli, tłumaczy wszystko w skupieniu, a ja mam wrażenie, że całe zdarzenie trwa sekundy. Znowu kręci mi się w głowie. Nie będę miał jak zapłacić za opiekę… Nie wiadomo, czy nie pojawią się komplikacje. Dostanę paraliżu, albo jakichś problemów z psychiką… Facet podaje mi dokumenty, które przyciskam do klatki piersiowej, a jego miejsce zajmuje miła, ciemnowłosa kobieta. Wszystko wiruje, jest mi niedobrze, nadal nie wierzę w to, co przed chwilą usłyszałem… Wszyscy są przeraźliwie spokojni. Jak to możliwe, kiedy mój świat się sypie? Zaciskam dłonie na kolanach, wysłuchuję pani psycholog, choć prawie nic z tego do mnie nie trafia. Jestem wściekły i rozgoryczony. Mam żal do całego świata. Zaciskam dłonie w pięści, wbijam w nie wzrok. Lekarka coś do mnie mówi, ale nic nie rozumiem. Każde słowo dociera do mnie jak zza grubej wartwy gąbki. Mam ochotę płakać i wrzeszczeć równocześnie. Mój świat zawalił się ostatecznie. To koniec.

2 myśli nt. „XXVIII. Jack (Część I)

  1. ~Kunoichi

    A to jestem zaskoczona i zszokowana! Podoba mi się twój tok myślenia :D

    Poza tym, rozumiem Jacka, pewnie każdy reagowałby podobnie w takiej sytuacji.

    „jest jak najbardziej operacyjny i niezłośliwy” – a tego to pewnie nawet nie usłyszał. ;)

    Odpowiedz
    1. Arco Iris Autor wpisu

      Guz jest operacyjny, ale jeżeli zacznie uciskać niektóre partie mózgu można np. stracić wzrok, albo władzę w kończynie, albo mieć właśnie ogromne wahania nastrojów. :) Stąd też był tzw. zespół obcej ręki. Bo guz uciska na nerwy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>