XXVIII. Victor (Część I)

Przechodzę obok tej popularnej księgarni. W środku, tuż za szybą wystawową siedzi jakiś facet. Otacza go tłum dziennikarzy i innych pomyleńców. Ludzie! Jak można tak czcić gościa, który coś napisał? Przecież nie odkrył nowego kontynentu! Przystaję, przyglądam się, jak podpisuje książki, odpowiada na pytania, błyskają mu fleszem po oczach. I wtedy to zauważam! Autor ma moje pióro. Moje, nie żadne inne! Przysuwam się bliżej, przyklejam niemal nos do szyby. Nie ma mowy o pomyłce! Cholera jasna. Odsuwam się, wciskam dłonie do kieszeni. To znaczy, że Patrick ma coś wspólnego z tym grafomanem. Zeświruję niedługo całkiem! Wyciągam telefon, opieram się plecami o ścianę pobliskiego butiku, oddycham głośno i nerwowo.
- Tak? – Montgomery odbiera po czterech sygnałach.
- Co tak długo?
- Na litość boską! Pracuję! – Oświadcza. Jestem zdenerwowany, zasycha mi w ustach. Rzeczywistość jest popieprzona!
- Pojadę z tobą na to zadupie. – Mamroczę.
- Serio?
- Tak. Nie ekscytuj się tak, bo nie ma czym. Nie zamierzam się tam z tobą integrować. Po prostu wszystko i wszyscy mnie tu drażnią, dlatego chyba faktycznie muszę zmienić otoczenie…
- A nie mówiłem?
- I odreagować.
- A nie…
- Zamilcz. – Rozkazuję. Spoglądam na gościa, podpisującego za szybą egzemplarze swojej powieści. Zarabia na praktycznie nic nie robieniu, a ja tu zaraz zdechnę z głodu.
- Halo! Jesteś tam? – Słyszę głos Monty’ego. Unoszę telefon z powrotem do ucha.
- Co?
- Pytałem, o której mam cię zabrać w piątek.
- Nie wiem. Nie wiem, czy dożyję do piątku. Dupę zawracasz!
- Zgodziłeś się już. Musimy wszystko ustalić. – Stęka. Wiedziałem, że jak się zgodzę, to już się nigdy nie odpieprzy. Najrozsądniej, dla oderwania, byłoby pojechać gdzieś samemu, ale mnie na to nie stać… Kurde. Tak źle, tak niedobrze. Odsuwam się, bo zaraz z rozbiegu wybiję szybę w tej księgarni, skoczę na tego gościa i wyrwę mu pióro. Taka niesprawiedliwość mnie spotyka! Zmierzam w stronę głównego wyjścia z galerii, wciąż trzymając komórkę przy uchu i słuchając ględzenia Monty’ego. Zaczynam się równocześnie zastanawiać, jak ja w jego towarzystwie przetrwam te parę dni w głuszy… Wkopałem się nierozsądnie.

Jedna myśl nt. „XXVIII. Victor (Część I)

  1. ~Kunoichi

    Ludzie! Jak można tak czcić gościa, który coś napisał?
    Przecież nie odkrył nowego kontynentu!
    To znaczy, że Patrick ma coś wspólnego z tym grafomanem.

    PIĘKNIE <3 chyba ktoś tu jest zazdrosny, nie w znaczeniu miłosnym.

    A Monty to widzę taka zapchajdziura ;) Victor pewnie będzie go teraz wykorzystywać na różne sposoby.

    Ciekawe, czy to pióro i skojarzenia miały wpływ na decyzję Victora :D czego to nie zrobi zdesperowany człowiek.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>