XXIII. Patrick (Część II)

Kiedy tylko James wraca do domu, wiem, że jestem na straconej pozycji. Nie uśmiecha się i nie opowiada, jak było. Nie porusza się i wpatruje się we mnie z powagą.
- Kim jest Michael? – Pyta. Wiedziałem, że kiedyś to pytanie padnie. Nerwowo przełykam ślinę i odwracam wzrok. Nie wiem, czy powiedzieć prawdę, czy brnąć w to dalej… Spoglądam mu w oczy.
- Ja… Nie wiem, co powiedzieć. – Wzdycham, decydując się na szczerość. James znów jest zupełnie inny. Odległy i poważny.
- Więc wiesz, kim jest Michael? – Przechyla głowę. Czuję się przesłuchiwany. Wiem. I co z tego? Wszystko się we mnie gotuje i zaraz się rozpłaczę. Czuję, że kiedy wyznam mu prawdę, wyląduję na bruku. Ale nie mogę go okłamywać bez końca. Oddycham głęboko.
-Wiem. – Szepczę niemal bezgłośnie. Przecież nie uwierzy, że robiłem to dla jego dobra. James mnie omija, odwracam się, bo mam wrażenie, że może mnie zabić. Siada na kanapie, czeka. Wygląda przeraźliwie smutno. Włosy kręcą mu się od deszczu i stoją nieskładnie na wszystkie strony, bo ktoś wcześniej je wyprostował i przylepił do głowy toną jakiegoś paskudztwa… Wpatruję się w niego. Ufał mi tak długo… Ale w to nie uwierzy.
- On… Był twoim partnerem. – Szepczę. Tyle chyba mogę powiedzieć.
- Kiedy? O co chodzi, z tym, że odszedł? Powiedziała to jedna z reporterek, a ja nic nie pamiętam…
- On… Umarł.
- Umarł? I dlaczego kiedy straciłem pamięć nie powiedziałeś mi o tym ani słowa, jakby to nigdy nie miało miejsca? – Wstaje. Rozgryzł mnie. Po plecach przebiega mi dreszcz, czuję, jak drży każdy mięsień w nogach.
- Nie chciałem cię denerwować…
- O co chodzi?
- Nie chciałem cię denerwować. Kiedy… Kiedy się tu zjawiłem, ty byłeś kłębkiem nerwów, tęskniłeś za nim do szaleństwa, nie chciałeś rozmawiać, zamykałeś się w sobie i stale cierpiałeś, a ja… Kiedy zdarzył się ten wypadek to… Tak po prostu na to wpadłem. – Odruchowo próbuję się tłumaczyć. Wiem, że to mój koniec, że wyląduję na ulicy i znów będę kompletnie sam, pozbawiony jakichkolwiek perspektyw.
- Dlaczego?
- Bo nikt nie lubi, kiedy ludzie wokół są nieszczęśliwi. – Odpowiadam. Nie umiem mu tego lepiej wytłumaczyć. Milczy, wgapia się w podłogę, wyłamując palce. Chyba próbuje to sobie poukładać. A mną targa taka gama emocji, że w zasadzie wbrew sobie wypadam z mieszkania, zbiegam do piwnicy i wracam na górę z kartonem. Chyba muszę doprowadzić to do końca. Zrzucić z siebie ciężar, choćby miało mnie to kosztować wszystko. Stawiam karton na wypolerowanych panelach. James najpierw spogląda na rzeczy, potem na mnie. Z włosów kapie mu woda.
- To są jego rzeczy. Właściwie… Twoje. Pamiątki po nim. Zabrałem to, żeby nie przywoływało złych wspomnień.
- Więc zrobiłeś wszystko, żebym o nim zapomniał? Żeby mnie od siebie uzależnić?
- Nie. Ja chciałem… Żebyś był szczęśliwy.
- I nie zrobiłeś tego dla żadnych, własnych korzyści? – Pyta. Po części tak… Nie wiem, co jeszcze mogą mu powiedzieć. Jestem przerażony, rozgoryczony i w jakimś stopniu wściekły, przez co w końcu zbieram do torby swój skromny dobytek, a on tylko śledzi wzrokiem moje poczynania. Rzucam tylko do widzenia i wychodzę. Jest kompletnie ciemno, a z nieba leje ulewny deszcz. W oknie Victora pali się światło…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>