XXVIII. Jack (Część II)

Leżę na szpitalnym łóżku i gapię się w sufit, po kolejnej rozmowie z panią psycholog. Operacja. Będą mi grzebać w głowie! Coś strasznego… Eric nadal nie pojawił się tu ani razu. W sumie nie jest za mnie odpowiedzialny, a pewnie dodatkowo przeraża go to nie mniej, niż mnie. Boję się, że teraz całkiem mnie oleje. Zjawiłem się w jego życiu niespodziewanie i niepotrzebnie, a teraz jeszcze mam nowotwór. Na co komu taki uciążliwy współlokator? Odwracam się powoli na bok, a potem ponownie na wznak, bo mnie mdli. Wolę się nie poruszać, oddychać spokojnie i udawać, że nic się nie dzieje. Faszerują mnie środkami, a za parę dni operacja… Tak szybko, już. Bo po co zwlekać? Boję się. Nic na to nie poradzę. To chyba logiczne, że się obawiam. Zaciskam palce na pościeli, bo ból w czaszce staje się nie do zniesienia. Zagryzam wargę, żeby nie płakać. Nie chcę, żeby wepchnęli we mnie więcej prochów… Pewnie nawet by nie mogli. To wszystko jest popieprzone i w jakiś egoistyczny sposób czuję, że ja na to zupełnie nie zasłużyłem. Wyciągam poduszkę spod głowy, leżę teraz płasko, podłączony do kroplówki. Poduszką zasłaniam twarz. Czuję jak gorące łzy wypływają spod powiek i płyną po policzkach. Co by było, gdyby ten cholerny guz nie zaczął dawać objawów? Jestem teraz zupełnie sam i nie wiem, czy bardziej cierpię z bólu, czy bezsilności. Nie wiem, co mnie czeka po wyjściu stąd, o ile w ogóle stąd wyjdę… Oddycham głęboko i po omacku odnajduję przycisk na ścianie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>