XXVIII. Victor (Część II)

Kiedy wracam do domu jest już całkiem ciemno, a na dodatek leje jak z cebra. Nie do końca wiem, dlaczego zgodziłem się na ten wyjazd z Montgomerym… Odwieszam płaszcz, wyswobadzam się z przemoczonych ubrań i upewniam się, że telefon jeszcze działa. Od razu kieruję swoje kroki do łazienki, po drodze zapalając wszystkie światła. Matka zabiłaby mnie za to, że nie oszczędzam energii, gdyby jeszcze żyła. Odkręcam ciepłą wodę pod prysznicem, kłębek z mokrych ubrań wrzucam do zlewu. Później coś z tym zrobię. Włażę pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie stopniowo rozgrzewa. Wyciszam się, zamykam oczy. Nawet lubię to, że jestem sam. Nikt niczego ode mnie nie chce, nie gada, nie przeszkadza. Odzwyczaiłem się. Nie wiem, jak przeżyję ten weekend w głuszy ze świrem… Może nie będzie tak źle. Może tak naprawdę sztywniacki Monty ze sztucznymi zębami ma jakąś inną, drugą twarz, która da się lubić? Opieram głowę o kafelki, myślę o tym, jak mi przyjemnie i wtedy ktoś dzwoni do drzwi. Myślę, że to dzwoni w mojej głowie ze zmęczenia, więc nie reaguję, ale dźwięk nie ustaje. Zastanawiam się, czy śpię. Mrugam kilka razy, prawie się przewracam. O co chodzi? Kto stoi przed moimi drzwiami? O tej porze? W taką pogodę? Pewnie jakiś nawalony sąsiad pomylił drzwi. Niech spada. Osuwam się. Siedzę w brodziku, z odchyloną głową i delektuję się chwilą. Dzwoni. Dzwonek do drzwi dzwoni. Klnę, wyłażę z pod prysznica, ubieram to, co udało mi się znaleźć na wierzchu w koszu z brudnymi rzeczami i idę otworzyć, z zamiarem zepchnięcia ze schodów nieproszonego gościa. Zostawiam na podłodze mokre ślady, kiedy docieram do przedpokoju. Otwieram drzwi kluczem i pociągam za klamkę. Stoi przede mną kompletnie przemoknięty Patrick we własnej osobie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>