XXX. Eric

Idę długim, pustym, szpitalnym korytarzem i czuję się, jak bohater jakiegoś filmu. Młodego wczoraj operowano. Podobno czuję się już dobrze, jak na kogoś komu dzień wcześniej grzebano w głowie. Z rękami w kieszeniach i mętlikiem w głowie szukam jego sali. Nie wiem, co mu powiem. Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej pragnę odwlec ten moment w czasie. W jakiś dziwny, obcy dla samego siebie sposób za nim tęsknię. Histerycznie i irracjonalnie. Kiedy przestępuję w końcu próg sali i widzę młodego – bladego, kruchego i dziwnie zapadniętego w tej szpitalnej pościeli, coś we mnie pęka. Odnajduję w sobie uczucia i emocje, których wcześniej nie znałem.

- Cześć. – Szepczę dziwnym, piskliwym, nie swoim głosem. Mam ochotę objąć go i już nie wypuścić. Młody nie odpowiada, nawet nie podnosi powiek. Podchodzę bliżej. Ostrożnie, bezszelestnie. Nie chcę robić hałasu odsuwając krzesło, więc klękam na podłodze, obok łóżka, choć wiem, że wygląda to jak scena z prymitywnego, taniego melodramatu. Gapię się na niego. Wpatruję się w jego bladą twarz. Chciałbym go przeprosić, za wszystko, czym go kiedykolwiek, jakkolwiek, choćby nieświadomie zraniłem. Mam ochotę płakać, zagryzam wargę. To zupełnie bez sensu. Mogłem w ogóle tu nie przychodzić… W tym samym momencie młody otwiera oczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>