XXVIII. James (Część I)

Siedzę i podpisuję kolejne, układane na stosie książki. Cena książki z autografem wzrasta o połowę – jeden z faktów, które dziś przyswoiłem. Stoi przede mną mnóstwo ludzi – z notatnikami i aparatami, a ja się uśmiecham i staram się być uprzejmy, oraz profesjonalny. Wszyscy zadają masę pytań. Są zadziwiająco sympatyczni i wcale nie kłopotliwy, choć się tego obawiałem. Uśmiechnięty facet w koszuli w kratę otwiera usta by zadać mi pytanie, ale przepycha się przed niego czerwonowłosa dziewczyna w wielkich okularach.
- Czy pisanie książki pomogło panu z traumą po nagłej śmierci ukochanego? – Pyta, a właściwie woła, jakbym stał ze dwadzieścia metrów od niej. O czym ona mówi? Mrużę oczy, próbuję to z czymś połączyć. Uśmiecham się… Nie wiem, co powiedzieć. O czyjej śmierci wspomniała ta dziewczyna? Gapi się na mnie wyczekująco zza szkieł. Na moment zapada cisza, a babka znów pyta:
- Jak udało się panu pogodzić ze śmiercią Michaela? Czy tworzenie było rodzajem terapii? – Pochyla się do przodu, prawie włazi na stół. Kim jest Michael? Nic nie wiem. Mam lukę w pamięci. Gapię się w punkt nad jej ramieniem, próbuję sobie przypomnieć cokolwiek, ale bezskutecznie. Kobieta zaciska szczęki, a ja wpatruje się w punkt nad jej ramieniem i szukam odpowiedzi. Nie. Nic nie pamiętam. Kim jest Michael? Umarł? Dlaczego Patrick nigdy o nim nie wspomniał. Do przodu przechodzi uśmiechnięty, wysoki mężczyzna z rudymi dredami. Babka prycha i cofa się do tyłu, wpychając niewielki notes do kieszeni. Odpowiadam uprzejmie na pytanie dziennikarza z jakiegoś literackiego portalu, ale w głowie wciąż kołacze mi myśl – Kim jest Michael? Drażni mnie to, że nic nie umiem sobie przypomnieć, przez co nie wiem, czy wierzyć tej kobiecie, czy własnej pamięci… Kiedy spotkanie się kończy wyjeżdżam autem prowadzonym przez szofera, jak jakaś odrealniona gwiazda rocka. Z nieba pada deszcz. Wielkie, ciężkie krople uderzają o szyby, wirują, spływają smutno w dół, jak łzy, a ja nadal nie umiem uspokoić swoich myśli. Zaciskam w pięści trzymane na kolanach dłonie i układam sobie w głowie plan tego, co powiem Patrickowi…Muszę jakoś się dowiedzieć, kim był ten cały Michael. A on musi coś na ten temat wiedzieć! Skoro zna mnie od tak dawna… Niemożliwym jest, żeby zapomniał cały świat, z wyjątkiem tej wścibskiej dziewuchy w czerwonych włosach. Spoglądam za okno. Ludzie próbują uciec przed deszczem, pędząc chodnikiem w poszukiwaniu zadaszeń. Jest już późno. Mam nadzieję, że Patrick nie śpi i zdążę z nim porozmawiać.